
Zarządzanie ryzykiem finansowym staje się coraz ważniejszym aspektem funkcjonowania klubów sportowych. Wyniki sportowe bezpośrednio wpływają na przychody – od nagród w rozgrywkach międzynarodowych, przez wpływy z praw telewizyjnych, po premie sponsorskie. Sukces na boisku potrafi wywindować budżet (np. awans do UEFA Champions League gwarantuje nagrody rzędu dziesiątek milionów euro), natomiast porażka (np. spadek z ligi czy brak awansu do europejskich pucharów) może oznaczać istotny ubytek przychodów. Tradycyjnie kluby radziły sobie z tą niepewnością, tworząc ostrożne budżety i odkładając rezerwy. Jednak wraz z rosnącą presją konkurencyjną skierowaną na wynik, współcześnie pojawiają się też bardziej zaawansowane metody transferu ryzyka – od polis ubezpieczeniowych zabezpieczających finanse w razie niepowodzeń sportowych, po strategie hedgingowe z wykorzystaniem innowacyjnych instrumentów finansowych. Coraz głośniej mówi się też o potencjale rynków predykcyjnych jako przyszłym mechanizmie zarządzania ryzykiem w sporcie. Przyjrzyjmy się bliżej tym rozwiązaniom – od głośnych historycznych przykładów (jak polisa Atlético Madryt na wypadek spadku czy niedawny swap przychodów LASK Linz) po dyskusję o tym, czy legalnie regulowane rynki predykcyjne mogłyby kiedyś pełnić rolę finansowego „ubezpieczenia” dla klubów. Przyglądając się tym zagadnieniom nie sposób pominąć kluczowe wyzwania związane z uczciwością rozgrywek oraz lekcje z afer ustawiania meczów (Hoyzer, Totonero, Dan Tan). Najpewniej na koniec i tak zostaniemy z pytaniami przed którymi stoją decydenci ze świata sportu, finansów i regulacji, ale to w końcu i tak artykuł o „mądrości tłumu”. A zatem do dzieła!
Ubezpieczenie od porażki (ang. loss of business, loss of revenue insurance) to potoczna nazwa polisy od utraty przychodów. W razie niespełnienia kluczowego celu sportowego (np. spadku z ligi lub niezakwalifikowania się do ważnych rozgrywek) na jej podstawie podmiot (klub), który taką polisę wykupił, otrzyma określoną kwotę od ubezpieczyciela. Celem takiej polisy jest zrekompensowanie utraconych wpływów (koszty spadku z Premier League szacowane są na ok 85-100 mln funtów) i uchronienie klubu przed finansową zapaścią spowodowaną słabszym wynikiem sportowym. Historycznym przykładem takiego rozwiązania jest Atlético Madryt, które już w latach 90. zabezpieczyło się na wypadek spadku z hiszpańskiej Primera División. W 1996 roku, świeżo po triumfie ligowym i pucharowym (dublet), Atlético wykupiło polisę gwarantującą wypłatę 3 mld peset (ok. 18 mln €) w przypadku, gdyby klub kiedykolwiek spadł z La Liga. Kwota ta odpowiadała utraconym wpływom z praw telewizyjnych – w ówczesnym kontrakcie z operatorem Audiovisual Sport wskazano, że w razie degradacji wartość praw TV dla Atlético spadłaby z 3 mld do zaledwie 150 mln peset . Polisa ubezpieczeniowa miała pokryć tę różnicę. Według ówczesnego dyrektora generalnego klubu, Miguela Ángela Gila Marína, składka wynosiła 200 mln peset rocznie, a zagraniczni ubezpieczyciele (w konsorcjum m.in. Lloyd’s) ocenili ryzyko spadku Atlético jako bardzo niskie, stąd relatywnie przystępna cena polisy. Co ciekawe, ubezpieczenie obejmowało nie tylko “czarny scenariusz” (spadek), ale i… zbyt duży sukces. Klub zabezpieczył się finansowo także na wypadek konieczności wypłaty wysokich premii za największe osiągnięcia – polisa gwarantowała środki na bonusy dla piłkarzy za zdobycie mistrzostwa lub wicemistrzostwa kraju oraz triumfy w Pucharze Króla i europejskich pucharach . Jak się okazało, sezon 1999/2000 przyniósł Atlético oba skrajne wydarzenia – drużyna nie tylko zanotowała spadek z ligi, ale równocześnie dotarła do finału krajowego pucharu (Copa del Rey). W efekcie klub skorzystał z polisy, co pomogło mu przetrwać finansowo trudny okres.
Przykład Atlético pokazuje, że mechanizm ubezpieczeniowy może pełnić rolę finansowej poduszki bezpieczeństwa w sporcie. Choć wypłata z polisy nie zrekompensuje sportowego spadku prestiżu, to pozwala złagodzić jego skutki ekonomiczne. W kolejnych dekadach podobne polisy (choć wciąż rzadkie) wykupywały m.in. niektóre kluby włoskie czy niemieckie, chroniąc się przed skutkami spadku z ligi. Ogólnie jednak rynek tych ubezpieczeń pozostaje niszowy – ubezpieczyciele bardzo ostrożnie podchodzą do ryzyka uzależnionego od nieprzewidywalnych wyników sportowych, a składki potrafią być wysokie. Z tego powodu kluby szukają także innych sposobów zabezpieczenia swoich finansów na wypadek niepowodzeń sportowych.
Kolejnym etapem w ewolucji zarządzania ryzykiem w klubach piłkarskich są instrumenty pochodne i umowy hedgingowe, które zabezpieczają przyszłe przychody klubu. Ciekawe rozwiązanie zaprezentował klub LASK Linz (Austria) podczas konferencji European Club Association (ECA) w listopadzie 2024 roku. LASK, mając na uwadze zmienność wpływów z rozgrywek UEFA, wdrożył strategię polegającą na zamianie potencjalnych premii z UEFA na gwarantowany przychód. Klub zawarł tzw. swap przychodów – umowę finansową, w której potencjalna nagroda za awans do fazy grupowej europejskich pucharów została “zamieniona” na pewną wypłatę od partnera finansowego niezależnie od tego, czy drużyna faktycznie awansuje. W praktyce LASK zabezpieczył się w ten sposób przed ryzykiem braku awansu: jeśli zespół nie zrealizuje celu sportowego, klub i tak otrzyma uzgodnioną kwotę od partnera; w zamian, jeśli LASK awansuje i otrzyma pełną pulę nagród od UEFA, przekaże tę kwotę partnerowi (firmie finansowej GreenShield&Co.). Innymi słowy, klub “sprzedał” ryzyko sportowej porażki – zagwarantował sobie stabilny wpływ gotówki niezależnie od wyniku sportowego. GreenShield, specjalizujący się w takich operacjach, zawarł tę transakcję we współpracy z konsorcjum ubezpieczycieli, którzy pokrywają ryzyko (model przypomina strukturę polisy ubezpieczeniowej, ale jest realizowany w formie prywatnej umowy swapu). Dla LASK oznacza to większą przewidywalność budżetu – klub może planować wydatki bez obaw, że brak awansu do europejskich pucharów nagle pozostawi go z dziurą finansową.
Przykład LASK Linz nie kończy się na swapie przychodów. Klub przeanalizował także swoją strukturę kosztów związanych z osiągnięciami sportowymi. Zidentyfikowano, że znaczącą pozycją obciążającą budżet w razie wielkiego sukcesu są premie wypłacane piłkarzom – zwłaszcza premie zespołowe, przyznawane całej drużynie za zdobycie trofeów (np. mistrzostwa czy pucharu). Wysoka wygrana sportowa paradoksalnie generowała więc duży dodatkowy koszt (podział nagrody na wszystkich zawodników). LASK zdecydował się zatem zmodyfikować system wynagrodzeń: zrezygnowano z dużych premii drużynowych na rzecz bardziej zróżnicowanych premii indywidualnych, zależnych od kontraktu i osiągnięć każdego gracza z osobna. Co istotne, wyeliminowano premie wyłącznie za samo osiągnięcie awansu – bonusy przysługują dopiero od fazy grupowej rozgrywek europejskich. Takie zmiany mają dwa efekty: po pierwsze, chronią klub przed niekontrolowanym wzrostem kosztów w przypadku sukcesu (bo nagrody dla zawodników są bardziej powiązane z ich indywidualnym wkładem i stopniem zaawansowania w rozgrywkach, a nie wypłacane wszystkim jednakowo); po drugie, zapewniają większą elastyczność kosztów – jeśli drużyna nie awansuje do pucharów, wydatki na premie automatycznie są dużo mniejsze. Dodatkowo LASK wprowadził klauzule w kontraktach uzależniające pewne elementy wynagrodzenia od udziału klubu w europejskich pucharach. Jeśli drużyna nie awansuje, odpowiednio obniża się poziom bonusów lub kolejne przedłużenie umowy następuje na nieco innych warunkach finansowych. Te wewnętrzne mechanizmy hedgingowe w strukturze płac także ograniczają ryzyko – koszty personalne bardziej elastycznie dostosowują się do faktycznych wyników sportowych.
Strategia LASK Linz jest częścią szerszego planu uniezależnienia modelu biznesowego klubu od najbardziej zmiennych i niepewnych źródeł dochodu, takich jak nieregularne wpływy z UEFA czy przychody ze sprzedaży zawodników. Władze klubu jasno komunikują cel: dywersyfikacja przychodów i budowanie stabilności finansowej opartej na źródłach stałych (sponsoring, dzień meczowy, akademia, komercjalizacja marki), tak aby budżet nie załamywał się w latach bez „transferowego hitu” czy bez gry w Europie. Wdrożenie polisy swap z GreenShield oraz zmiany w polityce premiowania pokazują, że nawet klub średniej wielkości może korzystać z narzędzi rodem z zarządzania ryzykiem korporacyjnym – i że finansowa przezorność nie musi oznaczać rezygnacji z ambicji sportowych. Wręcz przeciwnie, odpowiednie zarządzanie ryzykiem pozwala inwestować długoterminowo (np. w infrastrukturę, szkolenie) bez obaw, że jeden słabszy sezon pociągnie klub na finansowe dno.
Warto jednak zauważyć, że nawet najbardziej wyrafinowane instrumenty finansowe nie zastąpią skutecznego zarządzania sportowego. Zarządzanie ryzykiem finansowym nie wygra meczu na boisku. Przykład LASK jest tutaj znamienny: klub zabezpieczył swój budżet przed niepowodzeniem, ale sezon 2024/25 okazał się sportowo rozczarowujący – LASK nie awansował do grupy mistrzowskiej ligi austriackiej i trafił do rundy spadkowej (choć ostatecznie wygrał tę grupę, unikając zagrożenia spadkiem). Oznacza to, że mimo finansowych zabezpieczeń klub wciąż musi koncentrować się na poprawie wyników sportowych. Hedging finansowy może uratować budżet w trudnym roku, ale nie zastąpi ciężkiej pracy nad budową silnej drużyny. Innymi słowy, instrumenty zarządzania ryzykiem są ważnym uzupełnieniem zarządzania sportowego – nie jego substytutem.
Rynki predykcyjne w kontekście sportu to idea wykorzystania mechanizmów giełdowych, w istocie niezwykle zbliżonych do zakładów bukmacherskich, do przewidywania wyników meczów i wydarzeń sportowych, a potencjalnie także do zabezpieczania się przed ich finansowymi konsekwencjami. W praktyce najbardziej znanym przejawem takich rynków są po prostu zakłady bukmacherskie – kursy u bukmacherów odzwierciedlają prawdopodobieństwa różnych wyników, oszacowane przez tzw. „mądrość tłumu” (pieniądze tysięcy obstawiających). Pojawia się pytanie, czy tego typu mechanizmy mogłyby stać się czymś więcej niż tylko hazardem dla kibiców – mianowicie instrumentem zarządzania ryzykiem dla klubów?
Teoretycznie można wyobrazić sobie sytuację, w której klub piłkarski próbuje zabezpieczyć się przed finansowymi skutkami porażki, dokładnie tak jak historycznie rolnicy zabezpieczali się poprzez kontrakty terminowe przed ryzykiem zmiany ceny na swoje produkty jak pszenica, bawełna. W naszym przypadku, klub zajmowałby przeciwną pozycję na rynku predykcyjnym. Przykładowo, wyobraźmy sobie, że klub mógłby zawrzeć zakład finansowy, że nie awansuje do danej ligi lub że przegra finał. Gdyby drużyna faktycznie doznała sportowej porażki i poniosła straty finansowe, wygrana takiego zakładu mogłaby częściowo zrekompensować/ubezpieczyć te straty. Obecnie jednak takie działanie jest prawnie i etycznie niedopuszczalne. Osoby związane z klubem (działacze, piłkarze, trenerzy) nie mogą brać udziału w zakładach dotyczących ich własnych meczów, a tym bardziej kluby nie mogą oficjalnie stawiać zakładów przeciw sobie – rodziłoby to oczywisty konflikt interesów i ryzyko korupcji. Władze sportowe (FIFA, UEFA, krajowe związki) surowo tego zabraniają i karają za wszelkie naruszenia tego zakazu.
Eksperci jednakże zastanawiają się, czy w przyszłości możliwe będzie stworzenie regulowanych platform predykcyjnych przeznaczonych stricte do celów hedgingowych w sporcie – z udziałem tylko uprawnionych podmiotów, działających przejrzyście i za zgodą organów ligi. Taki rynek mógłby przypominać giełdę kontraktów terminowych (futures) na wydarzenia sportowe – np. kontrakt finansowy zależny od tego, czy klub X awansuje do rozgrywek europejskich. Transakcje odbywałyby się na otwartym, regulowanym rynku, z udziałem wielu inwestorów, a nie w formie prywatnej umowy z jedną firmą. Dzięki temu zwiększyłaby się płynność i dostępność hedgingu dla zainteresowanych klubów. Ale… pojawia się wielkie „pytanie” – o uczciwość, czasem tłumaczoną jako integralność (ang. integrity) sportu. Jeśli kluby mogłyby finansowo złagodzić skutki własnej porażki, czy nie rodziłaby się pokusa nadużyć? Czy nawet przy najlepszych intencjach, i przecież niezerowej cenie takiej transakcji, możliwość zarobku na niepowodzeniu nie stwarzałaby dodatkowego ryzyka – np. subtelnej presji, by „odpuścić” mecz, skoro budżet i tak będzie zasadniczo zabezpieczony? Z tego powodu futbolowe instytucje na razie widzą więcej zagrożeń niż korzyści.
Dotychczasowe sygnały od regulatorów rynków finansowych również są sceptyczne. Przykładowo w USA Komisja Handlu Kontraktami Towarowymi (CFTC), nadzorująca giełdy futures, blokowała próby wprowadzenia kontraktów terminowych opartych na wynikach sportowych, uznając je za zakamuflowany hazard sprzeczny z interesem publicznym (brak wystarczającego uzasadnienia hedgingowego). W 2021 roku CFTC odrzuciła wniosek giełdy ErisX o dopuszczenie do obrotu kontraktów futures na mecze NFL, argumentując m.in., że byłyby one de facto tożsame z zakładami bukmacherskimi oferowanymi publicznie i służyłyby głównie bukmacherom do hedgingu ich własnych zakładów, przy jednoczesnym wykluczeniu inwestorów. CFTC wskazała, że nie może pozwolić, by legalni bukmacherzy handlowali na giełdzie kontraktami zabezpieczającymi ich ryzyko, jeśli jednocześnie zwykli kibice nie mogliby swobodnie kupić takich kontraktów – byłoby to sprzeczne z zasadą równego dostępu i interesem publicznym. W ocenie regulatora, kontrakty proponowane przez ErisX nie miały dostatecznej wartości hedgingowej i w gruncie rzeczy były odpowiednikami zakładów sportowych, próbującymi podpiąć się pod regulowany rynek finansowy. Choć jeden z komisarzy CFTC zasugerował, że jeśli w przyszłości znajdzie się wnioskodawca potrafiący wykazać prawdziwy cel ekonomiczny (np. ochronę przychodów klubów lub bukmacherów) i zapewnić powszechny dostęp do takich kontraktów, to być może nie byłoby to sprzeczne z interesem publicznym, to póki co takich zezwoleń nie udzielono.
W efekcie na dziś nie istnieją legalne “giełdy wyników” dostępne dla klubów – rynki predykcyjne pozostają domeną fanów i rozrywki hazardowej, a nie narzędziem finansowego zabezpieczenia dla podmiotów sportowych. W ostatnich latach powstały jednak platformy, które próbują zbliżyć się do tej idei na innych polach. Przykładowo amerykańska platforma Kalshi jest pierwszą w pełni regulowaną giełdą kontraktów zdarzeniowych (event contracts) – pozwala ona handlować kontraktami binarnymi na różne wydarzenia (polityczne, ekonomiczne, pogodowe, kulturalne). Choć do niedawna omijała sport, w 2023 roku Kalshi podjęła próbę wprowadzenia kontraktów opartych na wynikach meczów MLB (baseball), twierdząc, że działa legalnie w ramach rynku regulowanego federalnie. Spotkało się to z ostrą reakcją środowiska sportowego – NBA i MLB oficjalnie wystąpiły do CFTC, ostrzegając, że takie platformy mogą zagrażać integralności rozgrywek i domagając się ścisłego nadzoru lub zakazu takich praktyk. Działalności Kalshi przyglądają się również władze stanowe – kilka stanów uznało tego typu kontrakty za obejście przepisów o zakładach sportowych i wydało nakazy cease-and-desist, co doprowadziło do sporów sądowych (Kalshi zdołała m.in. uzyskać wstępne nakazy sądowe blokujące działania regulatorów w New Jersey i Nevadzie). Sam operator Kalshi argumentuje, że jego platforma różni się od zakładów bukmacherskich – działa jak giełda, gdzie użytkownicy handlują między sobą kontraktami “YES/NO”, a nie obstawiają przeciwko “bankowi”, przez co powinna podlegać innym regulacjom.
Poza Kalshi rozwijają się też platformy zdecentralizowane oparte na kryptotechnologii, jak Polymarket czy Augur. Ich celem jest stworzenie globalnych rynków predykcyjnych dostępnych online – pozwalają one użytkownikom tworzyć i zawierać zakłady na dowolne pytania (od polityki i kursów kryptowalut po wydarzenia sportowe). Kuszą ideą, że “mądrość tłumu” przełoży się na trafne wyceny prawdopodobieństw zdarzeń, a jednocześnie każdy będzie mógł “zabezpieczyć” się finansowo na wypadek określonego wyniku (np. farmer przed nieurodzajem, firma przed pandemią, a może kiedyś klub piłkarski przed spadkiem?). Jednak platformy te borykają się z poważnymi ograniczeniami. Polymarket został ukarany grzywną przez CFTC za oferowanie nielegalnych kontraktów bez rejestracji (musiał zapłacić 1,4 mln dolarów i zamknąć część rynków)14. Augur z kolei zmaga się z niską płynnością i brakiem nadzoru – większość użytkowników traktuje te giełdy jako ciekawostkę, a nie poważne narzędzie finansowe. Żadna z tych platform nie jest też zaprojektowana z myślą o klubach sportowych – to raczej prototypy globalnych zakładów peer-to-peer, obecnie pozostające w szarej strefie między rynkiem finansowym a hazardem.
Być może w przyszłości doczekamy się bardziej sformalizowanych rozwiązań – np. gdyby same ligi sportowe utworzyły coś w rodzaju centralnego funduszu ubezpieczeniowego lub wewnętrznej platformy hedgingowej dostępnej dla klubów pod nadzorem regulatorów. Można wyobrazić sobie model, w którym kluby wpłacają składki do wspólnej puli, a fundusz (uzupełniany kapitałem z rynku finansowego) wypłaca świadczenia tym, którym powinie się noga sportowo, przy czym już dziś znane są dużo prostsze, a podobne w skutku praktyki tzw. „płatności spadochronowych” (ang. parachute payments) dla spadkowiczów z ligi. Wracając jednak do idei centralnego funduszu lub platformy hedgingowej, ryzyko porażki zostałoby niejako uspołecznione lub przeniesione na zewnętrznych inwestorów, a jednocześnie żaden klub nie miałby jednostronnej korzyści z własnej przegranej (wypłaty odbywałyby się z centralnej puli na jasno określonych zasadach). Na razie to jednak koncepcje czysto teoretyczne i wymagające zmian w regulacjach rynku piłkarskiego.
Nie można dyskutować o finansowych instrumentach zabezpieczających w sporcie w oderwaniu od kwestii integralności rywalizacji. Historia futbolu dostarcza licznych przestróg jak zgubne bywa łączenie wyników sportowych z zewnętrznymi korzyściami finansowymi dla osób mających wpływ na te wyniki. Poniżej trzy głośne przypadki, w których chęć zysku z zakładów doprowadziła do skandali i sankcji – pokazujące cienką granicę, o którą ociera się idea „zarabiania” na porażkach:
Afera “Totonero” (Włochy 1980) – jeden z pierwszych wielkich skandali bukmacherskich we współczesnym futbolu. W nielegalne obstawianie meczów i manipulowanie wynikami zamieszani byli zarówno piłkarze, jak i działacze wielu klubów Serie A i B. Afera wyszła na jaw na początku 1980 r. i zakończyła się drakońskimi karami: dwa utytułowane kluby – AC Milan i Lazio – zostały zdegradowane do Serie B, a pięć innych zespołów otrzymało kary punktowe15. Zawieszono około 20 piłkarzy (niektórych dożywotnio), w tym słynnego Paolo Rossi – którego karencję ostatecznie skrócono, dzięki czemu zdołał poprowadzić kadrę Włoch do Mistrzostwa Świata 1982. Totonero unaoczniło, że pokusa szybkiego zarobku na ustawionych zakładach może skusić nawet topowe kluby i zawodników, a straty wizerunkowe dla sportu są ogromne.
Skandal sędziowski Roberta Hoyzera (Niemcy 2005) – to z kolei przykład na to, że zagrożenia dotyczą nie tylko piłkarzy i działaczy, ale i arbitrów. Młody sędzia Robert Hoyzer w latach 2004–2005 wziął udział w procederze ustawiania wyników meczów w niższych ligach niemieckich oraz Pucharze Niemiec, działając na zlecenie syndykatu bukmacherskiego z Chorwacji. Za kilka łapówek (łącznie ok. 67 tys. euro i telewizor) pomagał “ustawiać” spotkania – m.in. w meczu Pucharu Niemiec Paderborn – Hamburger SV odgwizdał kontrowersyjne rzuty karne i usunął z boiska gracza faworyta, co pozwoliło słabszej drużynie wygrać. Hoyzer został złapany i skazany na 2 lata więzienia, a niemiecka federacja DFB do dziś wspomina ten skandal jako jedno z najczarniejszych wydarzeń podkopujących zaufanie do rozgrywek. Przewodniczący DFB mówił wtedy: “Wyobraźcie sobie, jak ucierpiał wizerunek naszych rozgrywek” – co unaoczniło, że nawet pojedynczy “sprzedany” mecz przez sędziego może zrujnować reputację całej ligi.
Azjatycki boss Dan Tan (lata 2000–2013) – Interpol nazwał go “mózgiem największej mafii ustawiającej mecze na świecie”. Singapurczyk Tan Seet Eng (ps. Dan Tan) zbudował globalną siatkę ustawiającą spotkania piłkarskie na wszystkich kontynentach – od lig europejskich po mecze w Afryce i Ameryce Łacińskiej – czerpiąc zyski z obstawiania ich wyników. Przez lata pozostawał nieuchwytny, aż w 2013 r. został zatrzymany w Singapurze w wyniku współpracy służb kilku krajów. Jego ludzie mieli zmanipulować setki spotkań (w samej Europie podejrzanych było około 380 meczów, na których syndykat zarobił co najmniej 8 mln euro). Sprawa Tana uświadomiła władzom piłkarskim skalę ponadnarodowej działalności match-fixerów i przyspieszyła globalne działania (z udziałem Interpolu i FIFA) przeciw ustawianiu meczów.
Te historie przypominają, że mecz musi rozstrzygać się na boisku, a nie na giełdzie czy w zakulisowych układach finansowych. Każde narzędzie finansowe w sporcie musi być projektowane tak, by nie podkopywało fundamentu, jakim jest uczciwa rywalizacja.
Czym różni się prywatna umowa hedgingowa (np. kontrakt LASK Linz z GreenShield) od analogicznego kontraktu na regulowanym, publicznym rynku? Czy jedna forma daje większą pewność lub przejrzystość niż druga, a może główną różnicą jest tylko nadzór i dostępność dla więcej niż dwóch stron?
Czy udostępnienie klubom piłkarskim rynków predykcyjnych miałoby sens i czy wszystkie kluby miałyby równy dostęp do takich instrumentów? Czy takie rozwiązania pomogłyby zwłaszcza mniejszym drużynom (najbardziej narażonym na wahania przychodów), czy raczej byłyby wykorzystywane głównie przez najbogatszych, pogłębiając finansowe nierówności?
Czy “mądrość tłumu” – mechanizmy rynku predykcyjnego czy giełdy zakładów – mogłaby skuteczniej wyceniać ryzyko sportowe niż tradycyjne oszacowania ubezpieczycieli czy analizy finansowe klubów? Innymi słowy, czy wycena prawdopodobieństwa dokonana przez tysiące inwestorów byłaby bardziej trafna niż ekspertyza pojedynczej firmy ubezpieczeniowej?
Gdzie przebiega granica między rynkiem predykcyjnym a zwykłym zakładem bukmacherskim? Czy kontrakty finansowe na wyniki meczów różnią się czymś fundamentalnym od zakładów sportowych (poza otoczką regulacyjną)? Jeśli kluby zaczęłyby z nich korzystać, to czy byłaby to innowacja finansowa, czy de facto zalegalizowany hazard?
Jakie wnioski płyną ze stanowisk lig sportowych (NBA, MLB), regulatorów (CFTC), orzeczeń sądów i doświadczeń samych platform? Obecne sygnały są ostrożne lub negatywne – czy to oznacza, że pomysł “giełdy ryzyka sportowego” jest skazany na porażkę? A może potrzebny jest kompromis – np. ścisły nadzór łączący kompetencje organizacji sportowych i instytucji finansowych, tak by pogodzić stabilność finansową klubów z zachowaniem fair play?
Czy masowe zabezpieczenia finansowe nie osłabią sportowej motywacji klubów? (Klasyczny problem ryzyka nadużycia (ang. moral hazard): jeśli klub wie, że ma polisę od spadku lub gwarantowany przychód niezależnie od wyników, czy na pewno zrobi absolutnie wszystko, by tego spadku uniknąć?) Czy “poduszka finansowa” nie spowoduje, że porażki przestaną boleć – czy wręcz przeciwnie, zapewnienie sobie stabilności zachęci kluby do odważniejszych inwestycji i walki o wyższe cele, wiedząc że pojedynczy gorszy sezon ich nie pogrąży?
Zarządzanie ryzykiem finansowym w sporcie to obszar, który będzie dynamicznie się rozwijał. W coraz większym stopniu klub piłkarski zaczyna przypominać przedsiębiorstwo, które aby przetrwać w świecie rosnących budżetów i presji na wyniki, musi sięgać po zaawansowane narzędzia finansowe. Ubezpieczenia od porażki i instrumenty hedgingowe już dziś zapewniają klubom pewien bufor bezpieczeństwa. Być może za kilka lat do tego arsenału dołączą regulowane rynki predykcyjne lub inne innowacje, których teraz jeszcze nie potrafimy przewidzieć. Kluczowe jest jednak, aby po drodze nie zatracić uczciwości sportu – to ona stanowi fundament, na którym zbudowano całe to wielomiliardowe przedsięwzięcie zwane nowoczesnym futbolem.