Logo
02/10/2025
Samsunspor w panoramie tureckiej piłki
common.coverImageAlt
Wprowadzenie

Już 2 października Legia Warszawa rozpocznie swoje zmagania w fazie ligowej Ligi Konferencji UEFA - na stadionie przy ulicy Łazienkowskiej zagości turecki Samsunspor z położonego nad Morzem Czarnym miasta Samsun. Choć nasi czwartkowi rywale nie są najstarszym klubem Turcji, to mecz ten wciąż jest bardzo dobrą okazją by przyjrzeć się temu, jak wygląda i funkcjonuje futbol nad Bosforem. Piłkarskie oblicze Turcji jest fascynujące, a jego uważna obserwacja odsłania wiele prawd nie tylko o tureckim sporcie, ale także o kulturze, polityce i społeczeństwie tego kraju. Zapraszam więc do wspólnej podróży do państwa, gdzie futbol stał się niemalże religią.

Orient-Ekspresem przez historię tureckiej piłki

Jeśli piłka nożna jest drugą po islamie religią Turków, to jej pierwszymi misjonarzami byli Anglicy. To marynarze, kupcy i żołnierze rozgrywali pierwsze mecze już w 1875 roku w Salonikach, należących wówczas do Imperium Osmańskiego. Do futbolu garnęli się także Grecy i Ormianie, natomiast Turcy-muzułmanie długo patrzyli na tę rozrywkę niechętnie. Pierwszy turecki klub, Black Stockings FC, powstał dopiero pod koniec XIX wieku i rozegrał tylko jedno spotkanie – brutalnie przerwane przez sułtańską policję.


W 1904 roku ruszyła Konstantynopolitańska Liga Piłkarska, w której wciąż dominowali cudzoziemcy. Dopiero polityczny ruch - Komitet Jedności i Postępu zaczął zachęcać młodych Turków do uprawiania tego nowoczesnego sportu. Już wtedy futbol stał się narzędziem modernizacji i areną, na której odbijały się szersze procesy polityczne i społeczne.


Pierwsza dekada XX wieku przyniosła narodziny wielkiej trójki tureckiego futbolu: w 1905 roku powstał elitarny Galatasaray, w 1907 ludowe Fenerbahçe, a w 1910 Beşiktaş, zakorzeniony w robotniczej dzielnicy. Ich nazwy i barwy do dziś elektryzują miliony kibiców, a rywalizacja między Galatą i Fenerem uchodzi za jedną z najostrzejszych w Europie. Równolegle drużyny z Imperium Osmańskiego – z Salonik i Smyrny – zadebiutowały nawet na arenie olimpijskiej.


Po I wojnie światowej i klęsce sułtanatu piłka nożna stała się dla Turków formą odreagowania i źródłem nadziei. Symboliczny był mecz z 1923 roku, gdy Fenerbahçe pokonało drużynę brytyjskich okupantów. W tym samym roku powstała Republika, a jej przywódca Mustafa Kemal Atatürk uczynił futbol częścią swojego wielkiego projektu modernizacji: tak jak nowy alfabet, świeckie państwo czy prawa kobiet, tak i sport miał być fundamentem nowoczesnej Turcji.

Rok 1923 przyniósł także powołanie Tureckiej Federacji Piłkarskiej (TFF) i pierwszy oficjalny mecz reprezentacji z Rumunią, zakończony remisem 2:2. Rok później ruszyły pierwsze krajowe rozgrywki, które szybko stały się świętem młodej republiki. W ciągu kilkudziesięciu lat futbol przeszedł więc drogę od prześladowanej zabawy cudzoziemców do symbolu nowoczesnej tożsamości narodowej.

Nowoczesny turecki futbol

Przełomowym momentem dla tureckiej piłki był rok 1959, gdy utworzono Ligę Narodową – pierwsze ogólnokrajowe rozgrywki w formule „każdy z każdym”. Wkrótce pojawiła się też druga liga, a od 2001 roku najwyższy szczebel znany jest jako Süper Lig. Niezwykle ważny był również rok 1962 – Turcja dołączyła wtedy do UEFA, choć geograficznie leży głównie w Azji. Była to decyzja zarówno sportowa, jak i polityczna, wpisująca się w proces zbliżenia z Europą i dająca tureckim migrantom w Niemczech (tzw. Gastarbeiterom) czy Francji możliwość oglądania swoich drużyn na europejskich boiskach.


Od początku ligę zdominowały kluby ze Stambułu – Galatasaray, Fenerbahçe i Beşiktaş dzieliły między sobą tytuły aż do 1976 roku, gdy monopol przerwał Trabzonspor. Do dziś jednak mistrzostwo zdobyło zaledwie sześć klubów, co pokazuje, jak bardzo skoncentrowana jest turecka piłka ligowa. Poza ligą ważne znaczenie ma Puchar Turcji – rozgrywki otwarte dla drużyn ze wszystkich poziomów, które niekiedy przynoszą sensacje. Stało się tak w sezonie 1980/81, gdy puchar trafił do grającej na drugim poziomie rozgrywkowym stołecznej drużyny MKE Ankaragücü, która „w nagrodę” awansowała też do najwyższej ligi.

Prawdziwy rozkwit tureckiego futbolu przyniósł przełom wieków. W 2000 roku Galatasaray sięgnął po Puchar i Superpuchar UEFA, a dwa lata później reprezentacja Turcji zdobyła brązowy medal mistrzostw świata. W 2008 roku narodowa drużyna doszła do półfinału Euro, co wzmocniło pozycję kraju na futbolowej mapie. Dzięki tym sukcesom tureccy piłkarze coraz częściej wyjeżdżali do topowych lig, a do Süper Lig zaczęły trafiać gwiazdy światowego formatu, jak Didier Drogba, Roberto Carlos czy Robin van Persie.


Ostatnie dwie dekady to dość regularne występy tureckich klubów w europejskich pucharach: Fenerbahçe doszło do ćwierćfinału Ligi Mistrzów (2008) i półfinału Ligi Europy (2013), Beşiktaş imponował w Lidze Mistrzów w sezonie 2017/, a Başakşehir w 2023 roku grał w 1/8 finału Ligi Konferencji. Futbol jest dziś ulubionym sportem Turków – deklaruje to trzy czwarte społeczeństwa – a Superliga znajduje się w europejskiej czołówce zarówno pod względem poziomu, jak i wartości rynkowej zawodników.


W rankingu federacji UEFA Turcja zajmuje obecnie 9. miejsce, podczas gdy Polska plasuje się na 14. pozycji. Różnica jest widoczna także w sile finansowej: w tym sezonie łączna wartość drużyn tureckiej Superligi to wg portalu TransferMarkt ponad 1,3 mld €, podczas gdy w polskiej Ekstraklasie suma ta wynosi prawie 370 mln €. Reprezentacja Turcji w rankingu FIFA zajmuje 27. miejsce, wyprzedzając Polskę (36. miejsce). Dane te pokazują, że Turcja na dobre zadomowiła się na piłkarskiej mapie Europy. Przed tureckim światem piłkarskim stoi kolejna szansa na rozwój. W roku 2032 kraj będzie (wraz z Włochami) gospodarzem piłkarskich Mistrzostw Europy – prace przygotowawcze do imprezy trwają już dziś.

Stambuł, czyli 42 razy derby

Choć konstytucyjną stolicą Turcji jest Ankara, to prawdziwym centrum futbolu pozostaje Stambuł – miasto siedmiu klubów Superligi i jedynych na świecie derbów międzykontynentalnych. To tu rywalizują legendarne Galatasaray, Fenerbahçe i Beşiktaş, a także Başakşehir, które budują piłkarską tożsamość największego miasta Turcji (ponad 15 mln mieszkańców).


Galatasaray, założony w 1905 roku przez uczniów prestiżowej szkoły położonej w europejskiej części miasta, uchodzi za klub elitarny, a zarazem cieszy się największą popularnością w kraju. To najbardziej utytułowana drużyna Turcji (25 mistrzostw), znana z sukcesów w Europie (Puchar i Superpuchar UEFA w 2000) i rekordowo głośnego dopingu, który zamienia stadion w prawdziwą twierdzę.


Po drugiej, azjatyckiej stronie Bosforu dominuje Fenerbahçe (założone w 1907 r.) – klub z azjatyckiej części miasta, z patriotycznym etosem i historią sięgającą walki z brytyjską okupacją. Spotkania z Galatasaray, zwane derbami dwóch kontynentów, symbolizują starcie dwóch żywiołów nowoczesnej Turcji. Są też źródłem prawdziwych emocji – to na meczu „Galaty” z „Fenerem” (na stadionie tej pierwszej drużyny) ustanowiony został rekord Guinessa jeśli chodzi o głośność dopingu – 131,76 decybeli.


Trzecią siłą jest z kolei Beşiktaş, zakorzeniony w robotniczej europejskiej dzielnicy, który wyróżnia się niepokornymi i radykalnymi kibicami “Çarşı” znanymi z silnej niechęci nie tylko do lokalnych rywali, ale i… własnych trenerów (gdy drużyna nie odnosi sukcesów), a także aparatu władzy państwowej.

Na tle tej “Wielkiej Trójki” osobną historię tworzy Başakşehir – młody klub wspierany przez środowisko polityczne prezydenta Recepa Tayyipa Erdoğan rozczarowanego tym, że kibice “Galaty”, “Feneru” i “Beşiktaşu” tłumnie wzięli udział w protestach antyrządowych w roku 2013. Başakşehir jest przez krytyków nazywany wręcz “FC Erdoğan”. Choć frekwencja na jego meczach jest niewielka w porównaniu z “Wielką Trójką”, to jego polityczne zaplecze i finansowe wsparcie pozwoliły mu sięgnąć po mistrzostwo kraju w sezonie 2019/20 i regularnie grać w europejskich rozgrywkach. To właśnie zderzenie progresywnej „Galaty”, ludowego „Feneru”, buntowniczego Beşiktaşu i młodego, ale rosnącego w siłę Başakşehiru sprawia, że derby Stambułu są jednymi z najbardziej elektryzujących widowisk w europejskim futbolu.

Samsunspor czyli poznaj swojego rywala

W tym sezonie w fazie grupowej Ligi Konferencji Legia nie stanie do walki z żadną z drużyn ze Stambułu. Naszym tureckim rywalem będzie w tym tygodniu Samsunspor - drużyna z miasta Samsun położonego w azjatyckiej części Turcji nad Morzem Czarnym (warto tu dodać, że cząstka “-spor” występująca w nazwach wielu tureckich klubów oznacza po prostu “sport”). Mimo że na klubowym emblemacie widnieje pomnik Atatürka, to klub nie ma historii tak długiej jak stambulska Wielka Trójka (założony został w roku 1965). Ma jednak swoją tożsamość, wiernych kibiców oraz niezłomnego ducha, który pozwala stanąć do walki mimo wszelkich przeciwności losu i wrócić w wielkim stylu do gry z najlepszymi.


Barwy Samsunsporu to biało-czerwono-czarny. Dwa pierwsze kolory to po prostu tureckie barwy narodowe. Czarny natomiast symbolizuje pamięć o tragedii, która dotknęła drużynę w roku 1989 - w tragicznym wypadku klubowego autokaru, do którego doszło 20 stycznia tego roku, zginął trener drużyny Nuri Asan oraz trzej piłkarze, a wielu innych zawodników odniosło ciężkie obrażenia - część z nich musiała na zawsze pożegnać się z profesjonalną piłką. W rezultacie klub ten nie był w stanie kontynuować rozgrywek - kolejne spotkania w tym sezonie zakończyły się walkowerem i wynikiem 0:3. Tragedia Samsunsporu skłoniła władze tureckiej federacji do nadania drużynie tytułu “honorowego mistrza Turcji” w sezonie 1988/89 i uchronienia jej przed spadkiem do niższej ligi mimo ostatniego miejsca w tabeli. Powszechne współczucie oraz preferencyjne potraktowanie przez TFF nie uchroniło jednak klubu przed degradacją po kolejny sezonie 1989/90 i wędrowaniu między pierwszym i drugim poziomem rozgrywek w latach 1990-93.


Drugim kluczowym (obok pamięci o wypadku z 1989 roku) elementem tożsamości Samsunsporu są… Smerfy (Şirinler). Tą nazwą określani są najbardziej zagorzali fani drużyny, dla których Samsunspor jest dosłownie sensem życia. Ich popisowym numerem jest tzw. ścieżka światła - pochód kibiców z głównej ulicy miasta na stadion z odpalonymi racami. W dni meczowe całe miasto rozświetlone jest więc na czerwono, promieniując piłkarską energią. Şirinler organizowali pierwsze klubowe strony kibicowskie, wydawali własne gadżety i prowadzili radio internetowe, budując unikalną kulturę wokół Samsunsporu. Choć bywali zawieszani za zbyt dosadne przyśpiewki (raz otrzymali roczny zakaz stadionowy, złagodzony finalnie do 42 dni), zawsze wracali na trybuny z jeszcze większą energią. “Smerfy” wykazują największą aktywność gdy Samsunspor staje do walki ze znacznie bardziej utytułowanym regionalnym rywalem Trabzonsporem - mecze między tymi drużynami bywają nazywane “derbami Morza Czarnego”.


Pod względem piłkarskim Samsunspor to klub słynący z woli walki. W XXI wieku uchodzili za tzw. klub jo-jo, który przemieszczał się między ligami. W sezonach 2000/01-2005/06 grali w Superlidze, ale sezon 2006/07 zaczęli już na drugim szczeblu rozgrywkowym (1. lidze wg nowego nazewnictwa). Klubowi udalo się wrócić do gry w Superlidze na sezon 2011/12, ale po jego zakończeniu znów spotkał ich ból ligowego spadku. Jeszcze bardziej dramatyczna stała się sytuacja klubu po sezonie 2017/18 – fatalne wyniki sportowe (ostatnie miejsce w tabeli) i kłopoty finansowe doprowadziły do spadku drużyny na trzeci szczebel (do 2. ligi). Sportowemu dramatowi towarzyszył dramat organizacyjny. W klubie ustanowiony został sądowy kurator, a wobec poprzedniego zarządu wszczęte zostało śledztwo dotyczące niegospodarności.


W ciemnym tunelu pojawiło się jednak światełko nadziei dla klubu – był nim jego były prezes İsmail Uyanık, który podjął się ratowania drużyny z Samsunu. Pod rządami Uyanıka klub piłkarski został zrestrukturyzowany - stał się wydzieloną spółką akcyjną, której 33% udziałów objął prezes, a resztę kontrolował holding przemysłowy Yıldırım. Po 6 miesiącach udziały holdingu zostały przejęte przez samego Yüksela Yıldırıma – właścicela przedsiębiorstwa. W roku 2019 Uyanık wycofał się z klubu, a pan Yıldırım stał się wyłącznym właścielem klubu, a w 2020 stał się też jego prezesem.


Wraz ze zmianami organizacyjnymi przyszła też odnowa sportowa klubu. Nawiązano współpracę szkoleniową z lokalnymi klubami amatorskimi, zreformowano klubową akademię. Podpisano także umowę z belgijskim klubem KRC Genk w sprawie szkolenia młodzieży. W rezultacie klub rozpoczął mozolną wspinaczkę ku Superlidze.


Sezon 2019/20 drużyna zakończyła na pierwszym miejscu w trzeciej klasie rozgrywkowej, co dało im awans do 1. Ligi. Po zakończeniu sezonu 2022/23 piłkarze z Samsunu wrócili natomiast na najwyższy szczebel tureckich rozgrywek piłkarskich – do Superligi. Swój ostatni sezon – 2024/25 drużyna ukończyła na sensacyjnym trzecim miejscu, co otworzyło im drogę do europejskich pucharów. Podobnie jak Legia, także i turecka drużyna spróbowała w tym sezonie szczęścia w eliminacjach do Ligi Europy - do Ligi Konferencji trafili po odpadnięciu w dwumeczu z greckim Panathinaikosem.

Wyjście klubu z finansowych i sportowych kłopotów i powrót na szczyty tureckiej piłki to historia, która pokazuje, jak że pozytywne zmiany w futbolu też mogą dokonywać się w szybkim tempie. Pokazuje też, że zmiana organizacyjna i finansowa może przełożyć się także na sukcesy sportowe. Nic dziwnego, że Resul Akçay – turecki dziennikarz sportowy i autor książki o dramatycznych ostatnich latach Samsunsporu nazwał prezesa Yıldırıma „Walecznym Sercem”

Specyfika tureckiej piłki

Świat tureckiej piłki ma wiele jasnych punktów. Jednym z nich jest na pewno turecka kultura kibicowania - w dni meczowe miasta dosłownie żyją futbolem, a głośność dopingu na największych arenach przekracza sto decybeli i jest porównywana ze startującym odrzutowcem. Kibicowanie najstarszym tureckim klubom przechodzi „z pokolenia na pokolenie” i nikogo nie dziwi fakt, że na mecze wspólnie chodzą dzieci, ojcowie i dziadkowie. Co ciekawe, tureccy kibice słyną też z otwartości. Zagraniczny fan futbolu, który z jakichś przyczyn przyjdzie na turecki stadion obejrzeć mecz lokalnych drużyn, może liczyć na ciepłe przyjęcie i życzliwe zainteresowanie, przyspieszony kurs historii drużyny i stadionowych przyśpiewek, a potem długie rozmowy o piłce nożnej nad kolejnymi szklankami gorącej tureckiej herbaty.


Specyfiką tureckiej piłki są też jej bliskie związki ze światem polityki- choć trudno się temu dziwić mając świadomość, że obecny prezydent i były premier kraju Recep Tayyip Erdoğan sam w młodości grał dla lokalnego klubu Camialtıspor, gdzie zrozumiał, jak wielkie znaczenie ma dla Turków piłka nożna. Polityka w tureckiej piłce to nie tylko wspomniany wcześniej przypadek klubu Başakşehir wykreowanego w kontrze do antyrządowych fanów Wielkiej Trójki. To także wielkie państwowe inwestycje w sport – od 2007 realizowany jest program budowy lub modernizacji „30 stadionów w 27 miastach”, który realizuje Ministerstwo Sportu wraz z TOKİ (państwową agencją zajmującą się budownictwem mieszkaniowym). Program był impulsem rozwojowym dla klubów spoza największych miast kraju – ich kibice nierzadko musieli dopingować swoje kluby na obiektach pamiętających lata 50. W podobny sposób przeprowadzana jest budowa nowego Stadionu Narodowego Państwo było też zaangażowane w generalny remont stambulskiego Stadionu Olimpijskiego, który umożliwił zorganizowanie tam finału Ligi Mistrzów w roku 2023.


Obecność państwa w tureckiej piłce nożnej dotyczy także sfery finansowej. W roku 2019 doszło do umowy między TFF (turecką federacją) oraz związkiem tureckich banków (w którym kluczową rolę odegrał państwowy Ziraat Bankasi) – miała ona dotyczyć restrukturyzacji długów czołowych drużyn tego kraju. Z „łaski” pozwalajacej ograniczyć problemy finansowe (poprzez m.in. wydłużenie terminu spłat) skorzystali ligowi potentaci – stambulska Wielka Trójka oraz Trabzonspor. Ten sam Ziraat Bankasi jest także tytularnym sponorem Pucharu Turcji – gwarantuje to stabilne finansowanie tych rozgrywek. Istotną role w finansowaniu tureckiej piłki nożnej (i szerzej, tureckiego sportu) odgrywa też Spor Toto – państwowy operator zakładów bukmacherskich. Jak oszacowali tureccy naukowcy: Gökhan Acar oraz Kayhan Serin, organizacja ta w latach 2004-2017 wpłaciła do budżetu tureckiego państwa ponad 18 mld lir tureckich (ok. 7,5 mld € wg średniego kursu z tych lat) i wzięła udział w budowie prawie 2,5 tys. obiektów sportowych w całym kraju.


Zaangażowanie państwa w turecki sport ma też jednak swoje cienie. W dyskusji o tureckim sporcie pojawiają się zarzuty o wykorzystywanie drużyn do propagandy i wprowadzanie militarnych aspektów do sportowego życia - kontrowersje wywołało np. wykonywanie przez zawodników tureckiej reprezentacji wojskowych salutów w czasie meczów w roku 2019 (co było interpretowane jako wyraz poparcia dla działań armii tureckiej na Bliskim Wchodzie). W roku 2017 z kolei decyzją władz federacji TFF (na prośbę prezydenta Erdoğana) z nazw obiektów sportowych usunięto słowo „arena” – jako powód podano chęć ochrony języka tureckiego. Zamiast obcej „areny” preferowane jest mocniej zakorzenione w języku tureckim słowo „stadyumu” (które wywodzi się jednak z Greki). Polityka w tureckiej piłce objawia się też na trybunach – kibice potrafią dość głośno wyrażać swoje niezadowolenie z działań władz. To zjawisko jest jednak tak stare jak sam sport.

Podsumowanie

Turecki futbol to soczewka, w której skupiają się historia, nowoczesność i emocje dzisiejszej Turcji – od angielskich „misjonarzy” z końca XIX wieku, przez republikańską modernizację Atatürka, aż po dzisiejsze, kipiące życiem trybuny i polityczne kontrowersje. To liga, w której wielkie metropolie i dumne regiony ścierają się nie tylko na boisku, ale i w sferze symboli, języka i polityki. Dlatego każdy mecz z tureckim rywalem jest spotkaniem z całym światem znaczeń: z pasją, która potrafi nieść drużyny ponad ich realny potencjał, i z kulturą, który – choć bywa twarda – jest autentyczna i przyciąga jak magnes.


Samsunspor jest dobrą „bramą wejściową” do zrozumienia tej specyfiki: klub młodszy od stambulskich gigantów, ale uformowany przez silną tożsamość miasta, pamięć o tragedii z 1989 roku i kulturę kibicowania, która nadaje barw codzienności nad Morzem Czarnym. W ostatnich latach wrócił do elity, a jego droga – od upadków po awans i europejski debiut – przypomina, że w tureckiej piłce determinacja i emocje potrafią kompensować ograniczenia. To nie jest przeciwnik, który „oddaje” mecze; to drużyna karmiąca się atmosferą, zdolna narzucić intensywność i rytm.


2 października w Warszawie spotkają się więc dwie silne lokalne tożsamości: Legia – symbol stolicy, z własnym etosem zwyciężania i walki do końca – oraz Samsunspor – duma portowego miasta, niosąca bagaż historii i świeży głód europejskich rozgrywek. To będzie starcie emocji, charakteru i energii trybun. Atut własnego boiska jest po naszej stronie – liczymy, że piłkarze i kibice wspólnie pokażą klasę i dodadzą sobie nawzajem skrzydeł na dobry początek rywalizacji w Lidze Konferencji.

© 2026 Jarek Jurczak