Logo
27/08/2025
Turcja między Europą a własną drogą: rozwój, kontrasty i niespełnione nadzieje
common.coverImageAlt
Niespełniony europejski sen Turcji

Od dekad Turcja aspirowała do pełnej integracji z Zachodem, ale jej marzenie o członkostwie w Unii Europejskiej pozostaje niespełnione. Już w 1987 r. ówczesny premier Turgut Özal zgłosił oficjalnie wniosek o przyjęcie Turcji do Europejskiej Wspólnoty Gospodarczej, zapowiadając, że przed krajem „długa i wąska droga, pod górę i wyboista”. Słowa okazały się prorocze: prawie cztery dekady później perspektywa wejścia Turcji do UE wydaje się bardziej odległa niż kiedykolwiek. Choć w 1999 r. Unia oficjalnie uznała Turcję za kraj kandydujący, a negocjacje akcesyjne ruszyły w 2005 r., to w 2018 r. rozmowy zostały zamrożone z inicjatywy UE z powodu zarzutów o odchodzenie Ankary od demokratycznych standardów. Turcja wciąż formalnie figuruje jako kandydat, lecz – jak to ujął jeden z analityków – dziś trudno znaleźć kogoś, kto gotów byłby postawić na realne członkostwo Ankary w UE [1].

 

Początkowo proces akcesyjny przebiegał w atmosferze optymizmu. Na początku lat 2000. tureckie rządy przeprowadziły szereg reform demokratycznych, dostosowując prawo do unijnych kryteriów. Jednak przyczyny późniejszego impasu są złożone i leżą po obu stronach. Po stronie Turcji narastał stopniowy dryf od kopenhaskich kryteriów, zwłaszcza w obszarze demokracji i praworządności – szczególnie po nieudanym puczu w 2016 r. i następujących po nim masowych czystkach. Po stronie Unii część kluczowych państw od początku miała wątpliwości co do pełnego członkostwa Turcji. Już w pierwszych latach negocjacji, gdy Ankara energicznie wdrażała reformy, przywódcy Francji czy Niemiec zaczęli forsować koncepcję „uprzywilejowanego partnerstwa” zamiast pełnej integracji. Dla Turków była to szokująca zmiana reguł gry – sugerowanie alternatyw wobec obiecywanego wcześniej członkostwa podważyło sens ponoszonych wyrzeczeń i szeroko zakrojonych reform. Równocześnie Grecja i Cypr systematycznie blokowały postępy Ankary, wiążąc je z rozwiązaniem własnych sporów z Turcją. Gdy w 2004 r. do UE przyjęto podzielony Cypr, Ankara uznała to za złamanie wcześniejszych ustaleń – jak ujął brytyjski ambasador Sir Peter Westmacott, „gdy Cypr znalazł się w UE, zasady gry się zmieniły” [1]. Te wydarzenia zasiały w Turcji przekonanie, że UE potraktowała ją nie fair, podważając wiarygodność całego procesu akcesyjnego. Z czasem w tureckim społeczeństwie narastało rozczarowanie postawą Brukseli, co napędzało nastroje eurosceptyczne. Poczucie, że Unia nie dotrzymała słowa, ułatwiło zadanie politykom przekonującym, iż „Europa i tak nas nie zaakceptuje”. Choć nadal większość Turków – zwłaszcza młodych i wykształconych – deklaruje poparcie dla idei wejścia do UE, wiara, że cel ten da się osiągnąć, znacznie osłabła.

 

Tymczasem w samej Unii zmienił się klimat polityczny. Wewnętrzne kryzysy gospodarcze, obawy przed migracją oraz wzrost siły ugrupowań populistycznych (często niechętnych Turcji) ograniczyły entuzjazm dla rozszerzenia. Coraz poważniej traktowano argumenty o trudnościach z przyjęciem tak dużego, muzułmańskiego kraju. Wojna Rosji z Ukrainą w 2022 r. wprawdzie odświeżyła unijną politykę rozszerzenia – Kijów błyskawicznie otrzymał status kandydata – lecz w przypadku Turcji nie zmieniła niechęci Europy [1]. Unijni urzędnicy nawet unikają nazywania Turcji „krajem kandydującym” [1]. Szef tureckiej dyplomacji Hakan Fidan wprost pytał, czy UE potrafi jeszcze myśleć strategicznie, skoro odrzuca tak ważnego sojusznika. Ostatecznie to, co ponad 20 lat temu zaczęło się jako obiecujący proces z nadzieją na pełne członkostwo, dziś przypomina zawieszoną relację pełną wzajemnej nieufności. Obie strony znalazły się w dziwnym klinczu: formalnie negocjacje akcesyjne nie zostały zerwane (nikt nie chce palić mostów), ale realnie nikt już nie wierzy w ich pozytywne zakończenie.

Relacje z UE: partnerstwo w cieniu rozczarowania

Brak widoków na członkostwo nie oznacza zerwania kontaktów Turcji z Unią – przeciwnie, obie strony pozostają na siebie skazane. W praktyce jednak relacje te mają dziś charakter transakcyjny. Zamiast wielkiej wizji integracji mamy pragmatyczne układy tam, gdzie interesy się pokrywają. Ankara dostrzega, że Europa odzywa się głównie wtedy, gdy pilnie potrzebuje pomocy – np. w szczycie kryzysu migracyjnego 2015–2016 UE szybko podpisała z Turcją porozumienie, oferując miliardy euro wsparcia w zamian za zatrzymanie fali uchodźców. Podobnie pod koniec 2024 r., gdy rosła liczba syryjskich uchodźców napływających z Bliskiego Wschodu, przewodnicząca Komisji Ursula von der Leyen zapowiedziała przekazanie Turcji 1 mld euro na ten cel – równocześnie zbywając apele prezydenta Erdoğana o bliższe formalne więzi z Unią.

 

Z perspektywy Ankary dowodzi to, że Europa kieruje się wyłącznie własną wygodą – gotowa jest przymknąć oko nawet na łamanie praw człowieka w Turcji, jeśli akurat bardzo potrzebuje jej współpracy. Przykładem jest podejście Brukseli po agresji Rosji na Ukrainę: UE zabiega o wsparcie Turcji przeciw Moskwie, a jednocześnie bagatelizuje autorytarne zapędy Ankary, byle tylko utrzymać ją po swojej stronie. Z kolei z punktu widzenia Europy Turcja pozostaje partnerem niezbędnym, lecz trudnym. Wciąż jest kluczowym członkiem NATO – dysponuje drugą największą armią w Sojuszu (największą spośród krajów europejskich). W obliczu wojny na wschodzie kontynentu wzrosło znaczenie współpracy z Ankarą w kwestiach bezpieczeństwa energetycznego i powstrzymywania wpływów Rosji.

 

Poza tym Unia i Turcja są mocno powiązane gospodarczo: od 1995 r. łączy je unia celna, dzięki której Turcja została włączona w europejskie łańcuchy dostaw [1]. UE jest największym partnerem handlowym Turcji, a ponad połowa zagranicznych inwestycji w Turcji pochodzi z Europy [1]. Dochodzi do tego kilkumilionowa diaspora turecka w państwach Unii, stanowiąca żywy pomost między społeczeństwami. Te wielorakie powiązania tworzą stan współzależności – mimo tarć politycznych żadna ze stron nie może sobie pozwolić na zerwanie relacji, bo uderzyłoby to rykoszetem także w nią samą.

 

Partnerstwo toczy się jednak w cieniu głębokiego rozczarowania. Turcy czują się zdradzeni przez Zachód, zaś Europejczycy – rozczarowani autorytarnym dryfem Turcji. Bruksela regularnie potępia odchodzenie Ankary od rządów prawa – jaskrawym przykładem było skazanie w 2023 r. popularnego opozycyjnego mera Stambułu, Ekrema İmamoğlu, co pogłębiło obawy o stan tureckiej demokracji. Takie wydarzenia utwierdzają unijny konsensus, że nie ma sensu wznawiać rozmów akcesyjnych. Ankara z kolei zarzuca Europie hipokryzję: skoro Unia i tak nie zamierza przyjąć Turcji, to czemu miałaby ona spełniać wyśrubowane europejskie standardy? W efekcie obie strony tkwią w zawieszeniu – nominalnie proces akcesji trwa, ale w praktyce gasną nadzieje na jego pozytywny finał. Zamiast wspólnej wizji przyszłości pozostaje codzienna współpraca oparta na bieżących kalkulacjach i doraźnych kompromisach – relacja konieczna, lecz pozbawiona dawnej wiary w strategiczne partnerstwo.

Kontrasty rozwojowe: od Stambułu po Van

Turecka transformacja ostatnich dwóch dekad przyniosła imponujący wzrost gospodarczy, ale także olbrzymie kontrasty rozwojowe – zarówno geograficzne, jak i społeczne. Z jednej strony mamy kosmopolityczny Stambuł oraz zachodnie prowincje kraju, które pod względem zamożności doganiają bogate regiony Europy. Historyczna metropolia Stambuł może pochwalić się PKB per capita rzędu 38,7 tys. euro (109% średniej UE w 2022 r.) [2], a inne rozwinięte obszary (np. region Kocaeli czy Ankara) niewiele mniejsze [2]. Z drugiej strony na wschodzie Anatolii są regiony, gdzie dochód na głowę to zaledwie 8–10 tys. euro rocznie, czyli ok. 25–30% średniej unijnej. Najbiedniejsza prowincja Van osiąga ledwie 8,6 tys. euro PKB per capita (24% średniej UE) [2].

 

Przekłada się to na ogromną dysproporcję poziomu życia – nowoczesne wieżowce, lotniska i centra handlowe w zachodnich metropoliach kontrastują z biedą wielu wiosek w górzystym Kurdystanie. Historyczny podział na bogatszy zachód i biedniejszy wschód kraju utrzymuje się mimo licznych programów wyrównywania szans. Już w latach 70. i 80. uruchamiano wielkie projekty (jak Południowoanatolijski Projekt Gospodarczy – GAP), by pobudzić rozwój zaniedbanych regionów południowego wschodu. Owszem, powstała infrastruktura (tamy, elektrownie), ale luki rozwojowej nie zlikwidowano.

 

W ostatnich latach dodatkowym wyzwaniem stały się skutki konfliktów na Bliskim Wschodzie – Turcja przyjęła około 3,7 mln uchodźców z Syrii, z których wielu osiedliło się w tańszych, uboższych prowincjach na południu kraju, obciążając lokalny rynek pracy i usługi publiczne. Tymczasem na zachodzie kwitnie przemysł i usługi. Miasta takie jak Bursa, Kocaeli czy Antalya dynamicznie się rozwijają, przyciągając inwestycje i migrantów zarobkowych z głębi kraju (fenomen tzw. „anatolijskich tygrysów”). Wewnętrzna migracja nasila presję na duże metropolie, gdzie wyrastają nowoczesne osiedla i biurowce, ale też slumsy na obrzeżach. Efektem jest Turcja dwóch prędkości: jedna to nowoczesne centra miejskie, gdzie koncentruje się bogactwo i możliwości, druga to peryferia zmagające się z bezrobociem i niedoinwestowaniem.

 

Według danych OECD regionalne dysproporcje w Turcji należą do największych w krajach rozwiniętych – biorąc pod uwagę 20% najbogatszych i 20% najbiedniejszych regionów, różnice w PKB per capita są największe spośród 30 analizowanych państw OECD [3]. Rząd centralny stara się temu przeciwdziałać inwestując w infrastrukturę (drogi, lotniska) łączącą prowincje z resztą kraju oraz oferując ulgi firmom lokującym fabryki poza Stambułem czy Izmirem. Niemniej dystans kulturowy i ekonomiczny między „europejską” Turcją zachodnią a anatolijskim interiorom pozostaje wyzwaniem. Bywa on zarzewiem napięć społecznych i politycznych, które okresowo dochodzą do głosu na tureckiej scenie publicznej.

Gigantyczne inwestycje: megaprojekty za wszelką cenę

Odnowiona hala odlotów na nowym lotnisku w Stambule – największym porcie lotniczym w Europie, oddanym do użytku w 2018 r. W ostatnich latach władze tureckie zrealizowały imponujące projekty infrastrukturalne, które zmieniły oblicze kraju. Rządząca od 2002 r. Partia Sprawiedliwości i Rozwoju (AKP) uczyniła z inwestycji publicznych jeden ze sztandarowych motorów wzrostu gospodarczego i budowania dumy narodowej. Powstały setki kilometrów nowych autostrad i linii kolejowych, dziesiątki lotnisk (ich liczba wzrosła z 26 do 58) [4], a przede wszystkim widowiskowe „megaprojekty” – ogromne mosty, tunele czy reprezentacyjne budowle użyteczności publicznej.

 

Przykładem jest otwarty w marcu 2022 r. most Çanakkale 1915 przerzucony nad Dardanelami, który z najdłuższym przęsłem na świecie (2023 metry) stał się inżynieryjną wizytówką Turcji [2]. Podobnych przedsięwzięć było więcej: trzeci most nad Bosforem w Stambule (Yavuz Sultan Selim), ogromny nowy Port Lotniczy Stambuł, tunel drogowy Eurasia pod cieśniną Bosfor czy planowany Kanał Stambulski (alternatywna droga wodna dla Bosforu). Wszystko to ma świadczyć o aspiracjach Turcji, by dołączyć do światowej czołówki infrastrukturalnej.

 

Jednak te ogromne inwestycje realizowane są często „za wszelką cenę” – dosłownie i w przenośni. Większość megaprojektów powstała w formule partnerstwa publiczno-prywatnego (model buduj–eksploatuj–przenieś), gdzie prywatne konsorcja finansują budowę w zamian za późniejszą wieloletnią eksploatację obiektu. Rząd chwali się, że nie obciążają one budżetu, lecz rzeczywistość jest nieco bardziej skomplikowana. Kontrakty oparte są o opłatę za dostępność płaconą przez państwo – jeśli np. most czy lotnisko nie przyciągnie zakładanej liczby użytkowników, skarb państwa dopłaci operatorowi różnicę. Same opłaty za dostępność nie są niczym niewłaściwym – w wielu krajach stanowią standard w finansowaniu infrastruktury – problem pojawia się dopiero wtedy, gdy prognozy ruchu są rażąco oderwane od realiów. To właśnie takie przypadki sprawiają, że PPP bywa postrzegane jako rozwiązanie kosztowne i obciążone złą renomą, mimo że dobrze zaprojektowane umowy potrafią przynieść realne korzyści.

 

Co więcej, jak wskazują śledztwa dziennikarskie, wykonawcami większości kontraktów zostawały firmy powiązane z obozem władzy, często bez transparentnych przetargów. Megaprojekty stały się narzędziem klientelizmu – gwarantowały krociowe zyski lojalnym biznesmenom, którzy odwdzięczali się finansowym wsparciem dla rządu i kontrolowanych przez niego mediów. Kilka przykładów ilustruje skalę problemu. Most Çanakkale 1915 świętowano jako triumf inżynierii, lecz ruch na nim okazał się o wiele mniejszy od prognoz. W pierwszym roku działalności osiągnięto zaledwie ok. 9% zakładanej liczby przejazdów, co oznacza, że państwo musiało pokryć lwią część gwarantowanych wpływów. Według szacunków w samym 2024 r. do kieszeni operatorów mostu trafi ok. 380 mln euro tytułem dopłat – ponad 0,5 mln euro dziennie płacone z kieszeni podatników niezależnie od tego, czy z mostu korzystają [5].

 

Jeszcze bardziej skrajnym przypadkiem jest regionalne lotnisko Zafer na zachodzie kraju. Wybudowano je za ok. 50 mln euro, lecz obłożono tak wyśrubowanymi gwarancjami ruchu pasażerskiego, że skarb państwa wypłacił już operatorowi łącznie więcej pieniędzy niż wyniósł koszt budowy. W 2024 r. zagwarantowano tam ok. 1,3 mln pasażerów, a skorzystało ledwie ~33 tys. osób – czyli niecałe 3%. Do prywatnej spółki musiano dopłacić dziesiątki milionów euro, co poseł opozycji Deniz Yavuzyılmaz określił jako „czarną dziurę wysysającą pieniądze z budżetu” [5]. Sumarycznie zobowiązania państwa wobec lotniska Zafer do 2044 r. sięgają ponad 200 mln euro, generując kolosalne straty publiczne przy znikomych korzyściach społecznych [5].

 

Krytycy zauważają, że ten „szał budowania” napędzany przez prezydenta Erdoğana ma drugie dno: rozdęte kontrakty drenują finanse publiczne i pompują zadłużenie, a zarazem odwracają uwagę od koniecznych reform strukturalnych. Priorytetem stał się efektowny rozmach – spektakularne otwarcia kolejnych mostów, stadionów czy szpitali – kosztem efektywności wydatków. Co więcej, wiele inwestycji realizowano nie z myślą o realnych potrzebach, lecz o prestiżu. Przykładowo, Kanał Stambulski (wciąż na etapie planów) bywa określany jako kosztowna fanaberia grożąca katastrofą ekologiczną, forsowana głównie dla politycznego symbolu. Podobnie nowe lotniska czy hale koncertowe powstawały czasem w miastach, gdzie brakuje podstawowej infrastruktury komunalnej.

 

 Mimo to megaprojekty przyniosły też wymierne korzyści. Turcja dysponuje dziś nowoczesną siecią dróg i mostów, co sprzyja integracji wewnętrznego rynku. Władze argumentują, że inwestycje te tworzą miejsca pracy, napędzają lokalną gospodarkę i poprawiają jakość życia obywateli. Wizerunkowo zaś wzmacniają dumę narodową – Turcy z dumą mówią o „największym lotnisku w Europie” czy „najdłuższym moście świata” znajdujących się w ich kraju. Pytanie tylko, jak wysoką cenę przyjdzie za to zapłacić obecnemu i przyszłym pokoleniom.

Wzloty i upadki gospodarki: od boomu po inflację

Po 2008 r. Turcja szybko podniosła się po globalnym kryzysie i przez kilka lat rosła w imponującym tempie. Z czasem jednak zaczęły się kłopoty. Prezydent Erdoğan przyjął własną, nietypową receptę na gospodarkę: uważał, że wysokie stopy procentowe podnoszą ceny, więc naciskał, by bank centralny obniżał stopy, nawet gdy inflacja rosła. Na krótką metę ułatwiło to branie kredytów i rozpędziło zakupy, ale wkrótce sytuacja wymknęła się spod kontroli. Lira gwałtownie traciła na wartości, a wszystko, co Turcja importuje – od paliw po żywność – szybko drożało [7].

 

Pod koniec 2021 r. nastąpił skokowy spadek wartości liry i panika na rynku walutowym. W kilka tygodni dolar podrożał wobec liry niemal o połowę, a inflacja w grudniu wyskoczyła z 21% do 36%. Bank centralny próbował gasić pożar, sprzedając dolary z państwowych rezerw, ale był to tylko krótkotrwałe lekarstwo [8]. W 2022 r. inflacja dobiła do 85% rok do roku – najwyżej od lat 90. Ceny rosły z miesiąca na miesiąc, a siła nabywcza rodzin topniała w oczach. Rząd doraźnie podnosił płacę minimalną i wprowadzał ulgi, co przynosiło ulgę portfelom, lecz z drugiej strony dalej dokładało paliwa do inflacyjnego ognia [6] i [7].

 

Zagraniczni inwestorzy zaczęli odwracać się od Turcji, a oceny wiarygodności kredytowej spadały. Dopiero po wyborach w 2023 r. władze wykonały zwrot o 180 stopni. Za sterami finansów stanął Mehmet Şimşek, znany z bardziej przewidywalnego podejścia. Stopy procentowe zaczęły szybko rosnąć – z jednocyfrowych poziomów do okolic 50% w 2024 r. – a kurs liry przestano sztucznie podpierać. Było to bolesne, bo kredyty podrożały, ale inflacja zaczęła powoli spadać: z ekstremów 2022 r. do okolic 58% średniorocznie w 2024 r., a następnie dalej w dół w 2025 r. [7] i [8].

 

 Taki „powrót do normalności” miał swoją cenę: gospodarka wyraźnie zwolniła, a rząd musiał podnosić podatki, by domykać budżet. Dodatkowo w 2025 r. polityka znów weszła na boisko gospodarki – aresztowanie opozycyjnego mera Stambułu przestraszyło rynki, lira znów runęła, a bank centralny musiał bronić waluty, sprzedając miliardy dolarów z rezerw i podnosząc stopy, by przywrócić spokój. Pokazało to, że zaufanie inwestorów jest kruche i zależy nie tylko od decyzji ekonomicznych, lecz także od stabilności politycznej [7] i [8].

 

Mimo zawirowań rząd utrzymał kurs: wysoka stopa procentowa ma „wygasić” inflację, a osłabienie dolara i sezon turystyczny pomóc w odbudowie rezerw walutowych. Prognozy banku centralnego zakładają stopniowy spadek inflacji w kolejnych latach. W 2025 r. wzrost gospodarczy ma pozostać umiarkowany, ciągnięty głównie przez usługi i turystykę – branżę, która po pandemicznym tąpnięciu znów bije rekordy przychodów. [8] i[9].

 

Nie oznacza to jednak końca problemów. Nawet „niższa” inflacja rzędu trzydziestu kilku procent wciąż mocno zjada pensje, a słaba lira podbija koszty importu, zwłaszcza energii. Na rynku pracy utrzymuje się wysokie bezrobocie kobiet i niska aktywność zawodowa, co ogranicza potencjał rozwojowy. Do tego dochodzą czynniki ryzyka: możliwe napięcia na Bliskim Wschodzie czy ogromne koszty odbudowy regionów zniszczonych trzęsieniem ziemi z 2023 r. [8].

 

W skrócie: Turcja przekonała się, że tanie kredyty i sztuczne podpieranie waluty mogą dać krótkotrwały „dobrobyt”, ale kończą się drogą żywnością, drogim prądem i nieufnością rynków. Dopiero powrót do twardszych zasad – wysokich stóp i oszczędniejszego państwa – zaczął stopniowo studzić ceny. Aby ta poprawa była trwała, potrzebne są nie tylko właściwe decyzje gospodarcze, lecz także spokój polityczny i przewidywalność działań władz [6],[7],[8] i [9].

Technologiczne sukcesy w cieniu kryzysu

Paradoksalnie, równolegle z zawirowaniami makroekonomicznymi Turcja wyrosła w ostatnich latach na dynamiczny ośrodek nowych technologii i startupów. Kraj stał się regionalnym hubem innowacji – młode, dobrze wykształcone społeczeństwo oraz rozwinięta infrastruktura cyfrowa sprzyjają powstawaniu firm technologicznych. Według danych w 2023 r. tureckie startupy przyciągnęły ponad 700 mln dolarów inwestycji – głównie od zagranicznych funduszy venture capital [10]. To imponujący wynik, pokazujący rosnące zainteresowanie globalnych inwestorów turecką sceną technologiczną. Rząd utworzył specjalne strefy technologiczne i oferuje ulgi dla innowacyjnych firm, chcąc zwiększyć udział Turcji w globalnych inwestycjach technologicznych z 1% do 5% [10].

 

Efekty są widoczne – nad Bosforem wyrosło grono startupów wycenianych powyżej miliarda dolarów, tzw. jednorożców. Do najsłynniejszych tureckich „unicornów” należą m.in.:

 

  • Trendyol – platforma e-commerce, największy internetowy bazar w kraju. W 2021 r. chiński gigant Alibaba kupił większościowy pakiet Trendyola, wyceniając spółkę na 16,5 mld USD [10].
  • Getir – aplikacja do ultraszybkich dostaw zakupów (model „15-minutowego kuriera”). Dzięki ekspansji zagranicznej osiągnęła wycenę ok. 7,5 mld USD pod koniec 2021 r. [10].
  • Peak Games – studio gier mobilowych (twórcy hitów Toy Blast i Toon Blast). W 2020 r. amerykański Zynga przejął Peak za 1,8 mld USD [10].
  • Hepsiburada – konkurent Trendyola w e-handlu, który w lipcu 2021 r. jako pierwsza turecka firma zadebiutował na Nasdaq (wycena w ofercie ok. 4,4 mld USD) [11].
  • Insider – spółka z branży marketing tech, oferująca platformę do analizy danych i personalizacji. W 2022 r. osiągnęła status jednorożca z wyceną ~1,2 mld USD [12].
  • Dream Games – kolejny sukces z branży gier mobilowych (twórcy popularnej Royal Match), również wyceniany na ponad 1 mld USD niedługo po założeniu [12].


 Te sukcesy pokazują potencjał drzemiący w tureckiej gospodarce poza tradycyjnymi sektorami. Młodzi przedsiębiorcy udowadniają, że potrafią tworzyć produkty i usługi konkurujące globalnie, a duże fundusze (od Doliny Krzemowej po inwestorów z Zatoki Perskiej) chcą inwestować w rozwój tych firm. Warto podkreślić, że taka dynamika innowacji ma miejsce pomimo niesprzyjającego otoczenia makroekonomicznego – szalejącej inflacji, niestabilnego kursu waluty i pewnej nieprzewidywalności regulacyjnej. Część startupów dla bezpieczeństwa rejestruje się za granicą (np. w Holandii czy USA), by łatwiej pozyskać kapitał i chronić się przed ryzykiem. Niemniej ich główne centra operacyjne i kadry pozostają w tureckich metropoliach.

Sport i wizerunek: stadiony, kluby i wielkie imprezy

W budowaniu prestiżu Turcji szczególną rolę odgrywa sport – zwłaszcza piłka nożna, ciesząca się nad Bosforem statusem niemal religii. Prezydent Erdoğan, prywatnie zapalony kibic i były półzawodowy piłkarz, od lat inwestuje politycznie w rozwój infrastruktury sportowej. W całym kraju dokonano prawdziwej stadionowej rewolucji – stare obiekty z lat 70. i 80. zastępowane są nowoczesnymi arenami spełniającymi standardy UEFA i FIFA. Jak ujawnił sam Erdoğan, liczba obiektów sportowych wzrosła z 1 575 w 2002 r. do 4 470 obecnie [4]. Powstały lub zmodernizowano 38 stadionów (kolejne 4 są w budowie) [4], a nowe areny pojawiły się nie tylko w metropoliach jak Stambuł (gdzie na finał Ligi Mistrzów 2023 oddano po przebudowie Stadion Olimpijski Atatürka o pojemności 75 tys.), ale też w miastach średniej wielkości – od Diyarbakır po Eskişehir.

 

Dzięki temu Turcja dysponuje dziś infrastrukturą zdolną gościć niemal każde wielkie wydarzenie sportowe. Ambicje w tym zakresie zaczynają przynosić efekty. Po wielu nieudanych próbach uzyskania prawa organizacji turniejów piłkarskich (Turcja kilkakrotnie bezskutecznie kandydowała na gospodarza mistrzostw Europy), w październiku 2023 r. UEFA powierzyła jej wspólnie z Włochami organizację Euro 2032 [4]. Po raz pierwszy turniej tej rangi zawita nad Bosfor – to dowód uznania dla postępów infrastrukturalnych kraju. Już wcześniej Stambuł gościł finały Ligi Mistrzów (m.in. w 2005 i 2023 r.) i inne europejskie finały – np. w 2019 r. rozegrano tam mecz o Superpuchar UEFA [4]. W 2026 r. finał Ligi Europy odbędzie się na stadionie klubu Beşiktaş w Stambule, a prawdopodobnie rok później planowany nowy Stadion 19 Maja w Ankarze (50-tysięczna arena w budowie) otrzyma finał Ligi Konferencji Europy 2027 – o ile zostanie ukończony na czas [4].

 

Sam Erdoğan nie kryje aspiracji organizacyjnych: przekonuje, że Turcja gotowa jest nawet na przyjęcie Igrzysk Olimpijskich – takie deklaracje składał w 2025 r., chwaląc się sukcesami sportowymi i nowoczesną infrastrukturą. Rozbudowa stadionów i sukcesy organizacyjne pełnią nie tylko funkcję sportową, ale i polityczną. Dla władz to sposób na poprawę wizerunku Turcji na świecie – jako kraju nowoczesnego, gościnnego i liczącego się na arenie międzynarodowej. Jednocześnie wielkie imprezy cementują dumę narodową i dają rządzącym okazję do mobilizacji społecznej wokół apolitycznych emocji sportowych.

 

Szef Tureckiej Federacji Piłkarskiej publicznie dziękował Erdoğanowi i rządowi za „budowę wspaniałych stadionów oraz wyniesienie naszych możliwości transportowych i hotelowych ponad światowe standardy” – bez tego Turcja nie dostałaby prawa organizacji Euro 2032 [4]. W cieniu nowych stadionów kryją się jednak wyzwania tureckiej piłkarskiej rzeczywistości. Kluby, choć cieszą się ogromną popularnością kibiców, zmagają się z problemami finansowymi i konkurencyjnością wobec zachodnich potęg. Turecka Süper Lig należy do czołówki Europy pod względem frekwencji i zaangażowania fanów, ale jej potencjał ekonomiczny podcięły kryzys walutowy i inflacja.

 

Kontrakty telewizyjne, warte setki milionów lir, straciły na wartości w przeliczeniu na euro wraz z gwałtowną deprecjacją liry – między 2020 a 2024 r. kurs TL/EUR spadł z ok. 0,15 do zaledwie 0,03, przez co realne wpływy klubów z praw medialnych dramatycznie stopniały. Owszem, najnowsza umowa z nadawcami nominalnie była o 159% wyższa od poprzedniej, ale wzrost ten wynikał jedynie ze słabości waluty krajowej, a nie faktycznej poprawy sytuacji. W efekcie czołowe drużyny – jak Galatasaray, Fenerbahçe czy Beşiktaş – muszą dziś balansować budżety, ograniczać wydatki na pensje lub szukać nowych źródeł dochodu (np. transfery gwiazd do lig arabskich). Mimo to od czasu do czasu udaje im się zabłysnąć: Galatasaray pamiętany jest za triumf w Pucharze UEFA w 2000 r., a stołeczny İstanbul Başakşehir w 2020 r. sprawił niespodziankę zdobywając mistrzostwo kraju jako stosunkowo nowy klub wspierany przez władze.

Zakończenie: między ambicjami a rzeczywistością

Historia Turcji ostatnich dwóch dekad jawi się jako opowieść o wielkich ambicjach zderzających się z twardą rzeczywistością. Z jednej strony niespełnione marzenie o europejskiej wspólnocie – projekt, który miał zakotwiczyć Turcję na Zachodzie, lecz rozbił się o wzajemną nieufność i geopolityczne przeszkody. Z drugiej strony – własna droga rozwoju, pełna imponujących dokonań infrastrukturalnych, ale też napięć wewnętrznych i ekonomicznych turbulencji.

 

Turcja rozbudowała się i zmodernizowała jak nigdy dotąd: autostrady przecinają Anatolię, rekordowe mosty spinają kontynenty, stadiony i wieżowce zmieniły panoramę miast. Jednocześnie kraj zmaga się z bolączkami typowymi dla wschodzących potęg – galopującą inflacją, nierównościami, deficytem demokracji. Europa, nie decydując się przyjąć Turcji do swego grona, musi dziś radzić sobie z nią jako strategicznym sąsiadem – czasem pomocnym (przyjmowanie uchodźców, mediacje z Rosją), a czasem niewygodnym (autorytarny dryf, spory na Morzu Śródziemnym).

 

Konsekwencją nieprzyjęcia Turcji jest paradoksalnie wzrost jej asertywności poza strukturami UE – Ankara prowadzi bardziej niezależną politykę, balansując między Wschodem a Zachodem i szukając własnego miejsca w nowym porządku świata. Dla Turków brak „europejskiej kotwicy” oznaczał z jednej strony większą swobodę manewru (np. rozwijanie kontaktów z Rosją, Chinami czy krajami muzułmańskimi), lecz z drugiej – utratę impulsu do reform i pewnej przewidywalności, jaką dawała perspektywa akcesji.

 

Dziś relacje Turcji z Zachodem opierają się bardziej na wzajemnej potrzebie niż na wspólnych wartościach, co czyni je kruchymi i pełnymi napięć. A jednak Turcja wciąż pozostaje państwem, bez którego wielu problemów Europy nie sposób rozwiązać. Geografia i demografia skazały ją na odgrywanie roli pomostu między cywilizacjami – dosłownie i w przenośni. Jest młoda, dynamiczna i ambitna, ale także naznaczona sprzecznościami. Czy uda jej się zrealizować marzenie o byciu nowoczesnym, bogatym krajem, zachowując jednocześnie własną tożsamość? Czy znajdzie model współistnienia z Europą – nie jako członek klubu, lecz równorzędny partner? Te pytania pozostają otwarte. Pewne jest, że Turcja będzie dalej podążać swoją drogą, pełną wybojów i zakrętów, starając się godzić aspiracje z możliwościami. Jej historia przypomina, że rozwój nie jest liniowy, a polityczne wybory miewają długotrwałe konsekwencje. Turcja w 2025 r. stoi między ambicjami a rzeczywistością – bogatsza i silniejsza niż dawniej, lecz zarazem świadoma ciężaru niewykorzystanych szans.

Źródła:

[1] GIS Reports – “Turkey’s unfulfilled European hopes – transactional”: https://www.gisreportsonline.com/r/turkey-eu-transactional/


[2] Wikipedia – Economy of Turkey; 1915 Çanakkale Bridge: https://en.wikipedia.org/wiki/Economy_of_Turkey ; https://en.wikipedia.org/wiki/1915_%C3%87anakkale_Bridge


[3] OECD – Türkiye country note (Regions & Cities at a Glance): https://www.oecd.org/content/dam/oecd/en/publications/reports/2025/01/oecd-regions-and-cities-at-a-glance-2018-country-notes_a745da06/turkiye_611c79b3/2dd02745-en.pdf


[4] Daily Sabah – „Erdoğan boasts of Türkiye’s ability to host any major sporting event”: https://www.dailysabah.com/sports/football/erdogan-boasts-of-turkiyes-ability-to-host-any-major-sporting-event


[5] Bianet – Çanakkale Bridge; Zafer Airport (PPP): https://bianet.org/haber/canakkale-bridge-opened-costs-to-nature-and-public-259369; https://bianet.org/haber/built-by-public-private-partnership-zafer-airport-to-cause-208-million-euro-of-public-loss-240684


[6] FocusEconomics – Turkey Inflation Rate: https://www.focus-economics.com/country-indicator/turkey/inflation/


[7] OSW – “Turbulent stabilisation: Turkey’s economy under Şimşek’s supervision”: https://www.osw.waw.pl/en/publikacje/analyses/2025-07-09/turbulent-stabilisation-turkeys-economy-under-simseks-supervision


[8] World Bank – Turkey Overview: https://www.worldbank.org/en/country/turkey/overview


[9] Property Turkey – Start-up industry overview: https://www.propertyturkey.com/index.php/blog-turkey/turkeys-startup-industry-a-hub-of-innovation-and-investment


[10] Reuters – Hepsiburada Nasdaq debut: https://www.reuters.com/world/middle-east/turkeys-hepsiburada-valued-36-bln-strong-nasdaq-debut-2021-07-01/


[11] World Economic Forum – 4 Turkish unicorns: https://www.weforum.org/stories/2022/09/these-4-turkish-unicorns-divulge-how-to-support-digital-transformation-and-the-start-up-ecosystem/


[12] StadiumDB – Euro 2032 explainer: https://stadiumdb.com/news/2023/12/euro_2032_what_do_we_know_so_far

© 2026 Jarek Jurczak