Logo
13/08/2025
Z loży VIP do sali konferencyjnej: jak europejski futbol przeszedł z rąk miliarderów w ręce funduszy
common.coverImageAlt
Wprowadzenie

Był czas, kiedy top europejskiego futbolu przypominał prywatny klub dla bardzo bogatych. Miliarderzy kupowali drużyny z taką samą łatwością, z jaką zamawiali nowe jachty – nie tylko z miłości do piłki, ale też dla prestiżu, wpływów, czasem czystej próżności, czasami w wyniku szerszej kalkulacji. W 2003 roku Roman Abramowicz wyłożył 140 milionów funtów i zmienił Chelsea z lokalnego klubu w światową markę. Silvio Berlusconi przez trzy dekady budował AC Milan jakby był kolejnym kanałem w jego medialnym imperium. Glazerowie przejęli Manchester United nie z pasji, ale z kalkulacją – przez lewarowany wykup, jakby chodziło o fabrykę, a nie drużynę.

 

James Montague, brytyjski dziennikarz, nazwał to epoką miliarderów. I opisał ją w książce, która jeszcze osiem lat temu wydawała się końcową sceną tej historii. Tyle że historia dopiero się zaczynała.

Epoka funduszy

Dziś piłka nożna wchodzi w erę funduszy. Zamiast pojedynczych nazwisk mamy złożone konsorcja. Zamiast prywatnych ambicji – strategie inwestycyjne. Gdy w 2022 roku konsorcjum Todda Boehly’ego i fundusz Clearlake Capital zapłacili za Chelsea ponad 4 miliardy funtów, stało się jasne: to nie są już zakupy z kaprysu. To profesjonalna akwizycja na skalę, którą mogą unieść tylko instytucje.

 

Od 2016 roku w Europie zrealizowano transakcje private equity w futbolu warte ponad 10 miliardów euro. RedBird Capital – dziś właściciel AC Milan i Toulouse – ma też udziały w grupie zarządzającej Liverpoolem. CVC Capital Partners pompowało miliardy w LaLigę i Ligue 1. Silver Lake zainwestowało w City Football Group, wycenianą na miliardy dolarów.

 

Ale fundusze nie zatrzymały się na pojedynczych klubach. Pojawił się nowy model – multi-club ownership. City Football Group mówi dziś otwarcie o „13 klubach” w swojej rodzinie, a żeby spełnić wymogi europejskie, udział w Gironie na czas sezonu pucharowego trafił do niezależnego blind trustu. To już nie pojedynczy klub, tylko ekosystem: platforma synergii, globalna fabryka talentów, marki i transferów.

 

Integralność rozgrywek: nowe zasady gry. Im większe sieci właścicielskie, tym ostrzejsze pytania o konflikt interesów. UEFA wprost zabrania, by ta sama osoba lub podmiot miał „kontrolę” lub „decydujący wpływ” na więcej niż jeden klub w tych samych rozgrywkach – z twardą datą graniczną 1 marca na uporządkowanie właścicielskie. Najgłośniejszy test przyszedł tego lata: Crystal Palace, powiązane do 1 marca z Eagle Football Johna Textora, zostało przesunięte z Ligi Europy do Conference League; CAS utrzymał decyzję. Rynek dostał czytelny sygnał, że przepisy nie są martwe.

 

 

 

Polski przypis: MCO nad Wisłą dopiero raczkuje. Najgłośniejszym testem jest dziś GKS Tychy: w 2023 r. miasto uruchomiło transakcję, w której Pacific Media Group obejmuje większościowy pakiet (docelowo ok. 70–75%) za około 1,5 mln euro. Ambicja – przyspieszyć marsz do Ekstraklasy. Rezultat? Na razie otwarte pytanie. Ostrożność bierze się z historii portfela PMG: w jednym sezonie spadły równolegle Barnsley, AS Nancy i Esbjerg, a belgijskie KV Oostende w 2024 r. ogłosiło upadłość. W Polsce MCO nie jest więc „srebrną kulą”, tylko eksperymentem z wynikiem do sprawdzenia.

Fundusze w ligach

Fundusze wchodzą też na poziom lig. Hiszpania zrobiła największy krok: w 2021 roku LaLiga porozumiała się z CVC – zastrzyk 2,7 mld euro w zamian za długoterminowy udział w przyszłych wpływach. Część klubów się wyłamała, więc finalny wolumen spadł w praktyce do ok. 2,1 mld – ale przekaz był jasny: modernizacja teraz, procent z przyszłości w zamian. We Włoszech podobne rozmowy z konsorcjum CVC/Advent/FSI (1,7 mld euro za 10% nowej spółki mediowej) ugrzęzły na polityce i interesach, by później wracać falami w okrojonych wariantach. A w Niemczech? Tam opowieść potoczyła się inaczej: DFL dwukrotnie podchodziła do prywatnego inwestora, lecz po miesiącach protestów kibiców temat w 2024 roku po prostu skasowano. Trzy rynki, trzy różne puenty – i trzy różne definicje „ceny rozwoju”.

 

I tak futbol wszedł w erę strukturyzowanego kapitału. Z jednej strony: profesjonalizacja, inwestycje, większa stabilność. Z drugiej: coraz większy dystans między klubem a lokalną społecznością. Najmocniej było to czuć w 2021 roku, gdy wybuchły protesty przeciw Superlidze – brutalne przypomnienie, że kibice nie zapomnieli, komu tak naprawdę ma służyć futbol.

 

Transformacja od „epoki miliarderów” do „ery funduszy” już się dokonała. Teraz pytanie brzmi: co dalej? Czy futbol znajdzie sposób, by pogodzić skalę inwestycji z emocją, lokalnością i duszą stadionu?

© 2026 Jarek Jurczak

Z loży VIP do sali konferencyjnej: jak europejski futbol przeszedł z rąk miliarderów w ręce funduszy | Jarek Jurczak